Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
Więcej

Medycyna naturalna: prawdziwa twarz polskich bioenergoterapeutów

5 kwietnia 2019
Autor: KATARZYNA JANISZEWSKA

Bioenergoterapeuci. Kim naprawdę są? Cudotwórcami? Rzemieślnikami Pana Boga? Oszustami? Na te pytania stara się odpowiedzieć w swojej książce Katarzyna Janiszewska, dziennikarka przez wiele lat związana z Gazetą Krakowską. „Ja nie leczę, ja uzdrawiam”, to tytuł niezwykłej pozycji na rynku księgarskim, obowiązkowa pozycja dla tych, którzy są zagorzałymi przeciwnikami bioenergoterapii jak i tych, którzy są jej orędownikami.

Chciałam, aby książka była interesująca zarówno dla tych, którzy wcześniej nie zetknęli się bliżej z tym tematem, jak i osobom, które same korzystają z alternatywnych metod leczenia. Stąd w książce pojawia się wiele wątków i aspektów tego zawodu. Są informacje czysto techniczne, jak i rozmowy z fachowcami z różnych dziedzin – z lekarzami, księżmi, socjologami, psychologami, prawnikami. Są wyniki badań jakie prowadzono nad bioenergoterapią głównie w latach 90-tych i sondaży na ten temat. Jest także rys historyczny, pokazujący początki bioenergoterapii w Polsce, głośne nazwiska jak Harris, Nardelli, Kaszpirowski. No i oczywiście sylwetki samych uzdrowicieli, obecnie działających na rynku.

Ciekawy temat na reportaż

Pierwszy raz zetknęłam się z tematem bioenergoterapii kilka lat temu. Pracowałam wtedy jako dziennikarka i przypadkiem znalazłam informację o spotkaniu w Krakowie z pewnym bardzo znanym uzdrowicielem. Znałam go już wcześniej, bo pojawiał się w telewizji. Pomyślałam, że to może być ciekawy temat na reportaż. Może dlatego, że sama jestem osobą twardo stąpającą po ziemi interesują mnie zjawiska nie do końca zbadane, wyjaśnione. W zeszłym roku Wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi zgłębienie tematu, zbadanie zjawiska i pokazanie go z możliwie szerokiej perspektywy.

Ja sama najbardziej byłam ciekawa ludzi, którzy zajmują się bioenergoterapią: kim są, jacy są, jak to się stało, że zostali uzdrowicielami, czy do uprawiania tego zawodu potrzebny jest dar, czy może nie koniecznie? Chciałam ich poznać i przybliżyć fach, którym się zajmują.

Praca nad książką trwała pół roku.

Odwiedziłam wielu uzdrawiaczy, głównie z południa Polski. Niektórzy zgadzali się chętniej na rozmowę o swoim zawodzie, inni byli bardziej skryci i musiałam dłużej namawiać i zabiegać o spotkanie. Wielu zaskoczyło mnie pozytywnie, zaangażowali się w sprawę, starali się pomóc. W książce chciałam przedstawić zarówno tych najbardziej znanych, o których słyszał praktycznie każdy, nawet nie interesujący się medycyną alternatywną. I tych mniej znanych, którzy są rozpoznawalni jedynie w węższym gronie osób, które same korzystają z bioenergoterapii. W tym drugim przypadku starałam się w taki sposób dobierać rozmówców, by byli to uzdrowiciele posługujący się w swojej pracy różnymi metodami. Czyli radiesteci, irydolodzy, mistrzowie rei-ki, jasnowidze, naturopaci, hipnotyzerzy.

Kontrowersyjny temat

Podczas pracy okazało się, że temat jest bardzo kontrowersyjny. Mocno dzieli ludzi. Są albo bardzo za, albo przeciw. Ogromna ilość osób podchodzi do działań uzdrowicieli nieufnie, niechętnie, zarzekają się, że nigdy by nie skorzystali z takiej formy pomocy. W mediach często ostatnio są nagłaśniane przypadki tragiczne, kiedy w wyniku korzystania z usług znachorów dochodzi do tragedii: śmierci pacjenta bądź trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Z drugiej strony gabinety uzdrowicieli notują 1 mln 300 tys. wizyt rocznie. Szacunki mówią o 100 tysiącach uzdrowicieli działających w Polsce. Pacjenci, z którymi rozmawiałam opowiadali mi o chorobach, z których wyleczył ich ten, czy inny uzdrowiciel, choć lekarze nie dawali im szans. I byli uzdrowicielom bardzo wdzięczni.

Kościół przestrzega, księża korzystają

Mnie osobiście zaskoczyło, że bioenergoterapia jest zawodem rzemieślniczym. Przekazywanie energii kojarzyło mi się z czymś trudnym do sprecyzowania, zmierzenia, zbadania. A tymczasem okazało się, że są cechy, kursy, szkolenia. Byłam też ciekawa stanowiska Kościoła w tej sprawie. Kościół oficjalnie jest na nie, uważa, że korzystanie z bioenergoterapii lub jej praktykowanie to grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu. Księża przestrzegają, że może to doprowadzić do zniewolenia duchowego, jak w przypadku stosowania praktyk okultystycznych i czarnej magii. Z drugiej strony są też księża, którzy sami korzystają z tak zwanej medycyny alternatywnej.

Arcybiskup Pylak jest zwolennikiem radiestezji. Ks. Leon Kantorski wspierał działalność Zbyszka Nowaka. Byłam nawet świadkiem tego, jak do pewnego uzdrowiciela zadzwonił znany duchowny, by bioenergoterapeuta przekazał mu energię na odległość.

Lekarze za, a nawet przeciw

Podzielone jest też środowisko lekarskie. Izby Lekarskie walczą z nieuczciwymi praktykami, jak np. działania znachora z Nowego Sącza, który przyczynił się do śmierci małej dziewczynki. Ale wielu lekarzy podkreśla, że byliby w stanie dopuścić jakąś formę współpracy z uzdrowicielami. Pod warunkiem, że byłaby to terapia wspomagająca leczenie, a nie je zastępująca. Jeden z lekarzy wypowiadających się w książce mówi, że nie zrezygnowałaby ze sprawdzonych metod leczenia, ale gdyby wyczerpał już wszystkie możliwości, to kto wie? Na korytarzu przed gabinetem jednego z uzdrowicieli spotkałam lekarza. Z uzdrowicielami współpracował prof. Julian Aleksandrowicz, wybitny hematolog.

Książka nosi tytuł „Ja nie leczę, ja uzdrawiam. Prawdziwa twarz polskich bioenergoterapeutów”. Gdybym miała jednak powiedzieć, jaka jest ta prawdziwa twarz, to przede wszystkim nie ma jednej twarzy. To ludzie na pewno charyzmatyczni, przedsiębiorczy, pewni siebie, bardzo energiczni, otwarci. Nie da się ich jednoznacznie zaszufladkować.

Źródło: Portal Medycyny Naturalnej

Fot.: Pixabay License

Komentarze:
Przepisz tekst z obrazka:
GIPRC
O nas
Redakcja Portalu Medycyny Naturalnej grella.pl
40-022 Katowice, ul. Damrota 6
tel.: (32) 257 15 90
kontakt@grella.pl
Redaktor naczelny: Aldona Minorczyk-Cichy
Znajdz nas
Zapisz się do newslettera i otrzymuj comiesięczną porcję wieści.