Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
Więcej

Jak przywrócić szczęście

9 lutego 2019
Autor: Beata Paterska

„Kocham życie. Czasami byłam dziko, desperacko, gorzko nieszczęśliwa, udręczona smutkiem, ale mimo to jestem całkiem pewna, że wielką sprawą jest po prostu żyć.”
(Agatha Christie)
Czym jest szczęście, jak je zaprosić do naszego życia, jak mu nie przeszkadzać, by mogło nam sprzyjać na co dzień? Każdy z nas trochę inaczej rozumie i odczuwa poczucie szczęścia. Tak naprawdę nie sposób go jednoznacznie zdefiniować.

Kilka poziomów

Według większości psychologów i terapeutów doświadczanie szczęścia obejmuje kilka poziomów. Na najgłębszym z nich wyraża się ono jako wola życia, jako wewnętrzne przekonanie, że warto żyć, że życie jest darem. Jest zaangażowaniem w proces życia. Na kolejnym to nasze osobiste i subiektywne poczucie sensu i wartości własnego życia. Zadowolenie z całokształtu osiągnięć i stopień spełnienia na różnych płaszczyznach życia. To wnoszenie wkładu w większą całość, to cel, bądź misja życia. To na tym poziomie zadajemy sobie pytania: po co, dla kogo żyję i działam, jakie są moje wartości?

Najbardziej ulotny i z natury rzeczy nietrwały poziom, to bieżące doświadczanie szczęścia i zadowolenia z życia, wynikające z pomyślnego obrotu spraw, z przyjemnych okoliczności, z miłych zdarzeń, dobrej koniunktury, ładnych widoków itp.

Pierwszy z nich jest wrodzony, dostaliśmy go przychodząc na ten świat, jest darem od Boga. Trzeci podlega ciągłej nieustającej zmianie. Pozwolić rzeczom przychodzić i odchodzić to jedyny sposób, by nie utknąć w poczuciu żalu i nieszczęścia, gdy zmienia się lub odchodzi coś, co nam się podobało. Największy wpływ mamy na drugi, środkowy poziom. To tutaj nadajemy znaczenie i wartość temu, co nas w życiu spotyka. Oczywiście wszystkie poziomy odczuwania szczęścia są ze sobą powiązane i wzajemnie na siebie oddziałują.

Tego można się nauczyć

Pod koniec zeszłego roku uczestniczyłam w warsztacie prowadzonym przez dr Ewę Wojdyłło właśnie pod takim tytułem: Szczęścia można się nauczyć.

- Szczęścia trzeba się nauczyć. Właściwie jest to powinność człowieka dojrzałego, bo to powiększa dobro i wartość świata. Proponuje, by przedefiniować szczęście i myśleć o nim jako o umiejętności, którą każdy może zdobyć i doskonalić - usłyszeliśmy od prelegentki.

Dr Ewa Wojdyłło jest autorką wielu książek z dziedziny psychologii, uznaną terapeutką uzależnień, spopularyzowała w Polsce leczenie oparte na filozofii Anonimowych Alkoholików.

Bardzo spodobała mi się analogia, że skoro człowiek chory, uzależniony jest w stanie oduczyć się szkodliwych wzorców i nauczyć się w ich miejsce zdrowych, budujących jego życie i poczucie wartości, to przecież każdy z nas może nauczyć się szczęścia, rozumianego jako zadowolenie z własnego życia.

Każdy może zrezygnować ze szkodliwych nawyków i toksycznych myśli. Dr Wojdyłło posłużyła się tutaj porównaniem z nauką języka obcego. Trzeba obrać sobie cel, wykazać się systematycznością i determinacją w działaniu i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.

Satysfakcja: z czego i z kim?

Najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie, co sprawia, że czujemy się zadowoleni, z jakich działań czerpiemy satysfakcję, w czyim towarzystwie odczuwamy nieskrępowanie oraz radość i hołdujmy temu jak najczęściej. Nazwijmy i doceńmy to, co w naszym życiu trwałe i dobre, co stanowi o jego ludzkiej wartości: np. dzieci, praca, dom, działalność dobroczynna itp. To nasz fundament. Gdy przyjdzie nam zmierzyć się z jakimś niepowodzeniem lub stratą, które są wpisane w życie każdego człowieka, to będzie naszą kotwicą.

Pielęgnujmy wdzięczność, okazujmy ją sobie i innym. To na czym skupiamy uwagę, wzrasta w naszym życiu. Bądźmy na tyle wyrozumiali dla siebie i innych, by potrafić przymknąć oko na swoje i ich niedociągnięcia. Nie oczekujmy od siebie i innych ludzi doskonałości. Wybaczajmy błędy, to bardzo ludzkie błądzić. Dziękujmy za dobro, które inni wnoszą w nasze życie, chwalmy i doceniajmy, dzięki temu zachodzi proces pozytywnego wzmocnienia w nich i w nas. Zrezygnujmy, zakończmy toksyczne relacje. Tam, gdzie jest strach, nie ma zaufania. Bez zaufania nie zbudujemy satysfakcjonującej relacji. W strachu życie obumiera. To bardzo optymistyczne przesłanie: szczęścia możemy się nauczyć.

Źródło spełnienia

Budda powiedział, że korzeniem nieszczęścia jest przywiązanie. Nauczyciele duchowi i mistycy od wieków zgodnie nauczają: kiedy nieszczęście spowodowane przez przywiązanie zostaje porzucone, osiągamy szczęście. Przekładając to na współczesny terapeutyczny język: cierpimy i stajemy się zależni, gdy umieszczamy źródło swego spełnienia i szczęście poza sobą, w zewnętrznych okolicznościach, w innych osobach.

Dopiero, gdy założę rodzinę, zdobędę dyplom wyższej uczelni wybuduję dom, zacznę więcej zarabiać itp. - będę się szczęśliwy/a. Właśnie to nas więzi i unieszczęśliwia. Wyzwala zaś odkrycie, że to my jesteśmy źródłem swojego szczęścia.

„Kiedy kurczowo się trzymacie, szczęście umiera. Jeśli wasze szczęście zależy od kogokolwiek lub czegokolwiek, to nie jest szczęściem. Jest niepokojem. Jest napięciem. Jest presją. Jest lękiem”- z wykładu Anthonego de Mello.

To my ustalamy i nadajemy znaczenie rzeczom i sytuacjom, relacjom z innymi. To my tworzymy osobę, którą się stajemy i która decyduje o tym, jaką wartość nadać danej rzeczy. Dlatego wydostanie się z rozczarowania i żalu w związku z jakimś wydarzeniem jest możliwe. Wystarczy zauważyć, że to „muszę to mieć” jest oparte na fałszywym przekonaniu i społecznym zaprogramowaniu. Nauczono nas myśleć w sposób, który czyni z nas potencjalne ofiary - wierzące, że coś lub ktoś poza nami może być źródłem naszego szczęścia.

Właśnie takie myślenie czyni nas podatnymi na zranienie. Uświadomienie sobie, że my sami mamy wybór i moc i to my nadajemy znaczenie wszystkiemu, co się wydarza, czyni nas wolnymi, przywraca nas do zgody na to, co jest (flow) i z tego wyłania się szczęście.

Świat nie musi nic robić

Pięknie i jasno ujął to David Hawkins, dr psychiatrii, badacz świadomości, znamienity nauczyciel duchowy:
„Przypisywanie źródła naszego szczęścia rzeczom zewnętrznym wytwarza negatywne pole energii, ponieważ jest po prostu kłamstwem. Sedno szczęścia w ogóle nie znajduje się na zewnątrz nas. Tylko wtedy, kiedy przyznamy, że sami jesteśmy źródłem swojego szczęścia pole energii zmienia swój kierunek na pozytywny. Podnosimy się z pozycji bycia ofiarą i wracamy do bycia źródłem oraz zaczynamy akceptować powrót naszej własnej mocy, którą oddaliśmy światu. Wraz z tym pojawia się wewnętrzny stan pogody ducha, który wkracza dzięki doświadczaniu wartości naszego istnienia, kiedy wiemy, że niepotrzebne nam są dowody i świat nie musi nic robić. Nie musimy przynosić do domu żadnych trofeów, żeby nadać mu wartość, ponieważ dostrzegamy ją w nas samych.

Rozumiemy wartość samego życia, cenimy ją i uznajemy za świętą. Akceptujemy to, co nam dane z wdzięcznością. Bierzemy istotę tego, czym jesteśmy, z wdzięcznością i bez proszenia, żeby świat oddał nam cokolwiek, czego od niego zażądaliśmy”.

Usunęliśmy przeszkody, pozwoliliśmy odejść złudzeniom, uznaliśmy własną moc i wartość życia samego w sobie i pojawiło się szczęście i wewnętrzny pokój. Przywróciliśmy swój naturalny stan.

Źródło: Portal Medycyny Naturalnej

Fot.: CC0 Creative Commons, Pixabay.com

Komentarze:
Przepisz tekst z obrazka:
HJIKM
O nas
Redakcja Portalu Medycyny Naturalnej grella.pl
40-022 Katowice, ul. Damrota 6
tel.: (32) 257 15 90
kontakt@grella.pl
Redaktor naczelny: Aldona Minorczyk-Cichy
Znajdz nas
Zapisz się do newslettera i otrzymuj comiesięczną porcję wieści.