Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
Więcej

Internet – rozsadnik chorób z urojenia

14 grudnia 2018
Autor: JAIL KUBACKA

Autosugestia jest potężnym orężem w samoleczeniu wspomagającym uzdrowicielskie wysiłki samego organizmu, który często w zarodku likwiduje źródła chorobowe, z czego my, czyli najbardziej zainteresowani, nie zdajemy sobie wcale sprawy. Wystarczy przypomnieć, że powszechną praktyką przy testowaniu nowych leków jest równoległe stosowanie niby-leku, czyli placebo. Nie zawiera ono w sobie żadnych farmaceutyków i jest podawane wybranym chorym, którzy wierzą, że przyjmują właściwy preparat. Dzięki sile autosugestii chorzy ci, nawet w 40 proc. odczuwają jego pozytywne, terapeutyczne oddziaływanie.

Buszując po internecie, natrafiłam na ciekawy wywiad z amerykańskim biochemikiem, Joe Dispenzą, ilustrujący moc autosugestii:

- ...Jesteśmy w stanie zaprogramować nasze życie tak, aby stało się czymś wielkim. A wszystko to za sprawą pozytywnego myślenia.

- To może na koniec opowie nam pan o takim eksperymencie.

- Pewnego razu zaprosiłem do współpracy dwie osoby: jedna z nich codziennie przez godzinę naciągała palcem sznurek. Robiła to systematycznie pięć dni w tygodniu, przez cały miesiąc. Palec ten stał się o 30 procent silniejszy od pozostałych. Druga osoba robiła to samo, ale tylko w myślach.

– I co się okazało?

– Jej palec stał się o 22 procent silniejszy! Bez dotknięcia sznurka. Fizyczność jest metaforą psychiki. Wszystko łączy się ze sobą i staje się tym samym. Dlatego proszę was, spróbujcie! Wzbogacajcie swoje życie o nowe doświadczenia. Utwórzcie je w swoim umyśle i później zrealizujcie je w wokół siebie. Bądźcie twórczy. Wszyscy możemy takimi być. Wystarczy połączyć się z tą kosmiczną inteligencją życia, z tym wszechogarniającym umysłem. Wzbogacajcie swoje życie, naprawdę warto...

Ale warto też zwrócić uwagę na dość rozległe zjawisko zwane hipochondrią, której ponoć doświadcza, w tej czy innej postaci, aż 70 procent ludzi. Hipochondria to negatywna autosugestia, jeśli można użyć takiego sformułowania.

Termin hipochondria pierwszy raz pojawił się w aforyzmach Hipokratesa. Pochodzi od greckiego słowa hypochóndria i odpowiada wnętrznościom, a dokładniej okolicom brzucha położonym poniżej żeber rzekomych.

W roku 1621 angielski pisarz Robert Burton w „Anatomii melancholii” zebrał i opisał z wielkim poczuciem humoru obserwacje na temat hipochondrii i melancholii, sięgając aż do czasów starożytnych. Natknęłam się tam na bardzo komiczny przypadek. Pewien szlachcic z Sieny nie chciał oddawać moczu, bał się, że tym czynem zatopi swoje miasto. Jego lekarz zarządził wówczas bicie we wszystkie dzwony, a pacjentowi oznajmił, że w mieście wybuchł ogromny pożar. Wtedy szlachcic zdecydował się, przepraszam za wyrażenie, wysikać i od razu wyzdrowiał.

Co ciekawe, w renesansie uważano, że artysta powinien być melancholijny i nieco chorowity, a mocne zdrowie postrzegano jako symptom grubiaństwa i braku wrażliwości. W XVIII wieku hipochondria była problemem społecznym, połączeniem zaburzeń emocjonalnych, społecznych i fizycznych. W XIX wieku łączono ją już raczej z zaburzeniami afektywnymi niż fizycznymi. Jednocześnie dostrzeżono związek chorób psychicznych z hipochondrią, co spowodowało, że zaczęła budzić negatywne skojarzenia.

Strach przed chorobą jest uczuciem właściwym całemu gatunkowi ludzkiemu. Zwiększa się wraz z poziomem i liczbą dostępnych informacji. Antropolodzy twierdzą, że im bardziej odizolowana jest dana społeczność i im bardziej ma ona charakter plemienny, tym słabsze są u nich lęki przed chorobami.

Statystyki wykazują, że na początku XX wieku, jedna czwarta mieszkańców Europy używa internetu, by rozwiać swoje wątpliwości dotyczące zdrowia. Przodują pod tym względem Holendrzy, Duńczycy, Belgowie, szczególnie młodzi (między 18. a 34. rokiem życia). Wszystko to sprawia, że pacjenci odwiedzający gabinety lekarskie są lepiej poinformowani i to jest korzystne.

Jednakże obserwujemy również, że jeśli informacje internetowe nie są ścisłe albo rzetelnie wyjaśnione przez kompetentnych specjalistów, skutki bywają katastrofalne. Coraz częściej zdarza się, że pacjent podczas wizyty u lekarza prosi o konkretne leki czy badania, kierując się nieścisłymi lub błędnymi informacjami z sieci.

Dodajmy, że w ciągu ostatnich 15 lat mieliśmy do czynienia z zaskakującym wzrostem skuteczności środków znieczulających, największym w historii chemicznej farmacji. Istotną zmianą jest też coraz łatwiejszy dostęp do wielu danych medycznych pojawiających się w internecie, dzięki którym wielu ludzi samodzielnie diagnozuje swoją chorobę, a nawet podejmuje leczenie, zupełnie nie zważając na jakość i wiarygodność informacji tam znalezionych.

Pojawił się nawet nowy termin, cyberchondria, czyli internetowe wcielenie hipochondrii. Jeśli zamiast wizyty u lekarza, szukasz objawów choroby w sieci, i w ten sposób diagnozujesz swoje niedomagania, częstokroć urojone, to być może jesteś cyberchondrykiem. Nie wprowadzono jeszcze tego pojęcia do słowników, ale zjawisko to nie jest odosobnione. Internet stać się może nową drogą rozprzestrzeniania się chorób z urojemia, pożywką dla destruktywnych autosugestii, których musimy się wystrzegać.

 Tekst pochodzi z miesięcznika Szaman, 2009 rok

Źródło: Szaman

Fot.: CC0 Creative Commons, Pixabay.com

Komentarze:
Przepisz tekst z obrazka:
LPWVS
O nas
Redakcja Portalu Medycyny Naturalnej grella.pl
40-022 Katowice, ul. Damrota 6
tel.: (32) 257 15 90
kontakt@grella.pl
Redaktor naczelny: Aldona Minorczyk-Cichy
Znajdz nas
Zapisz się do newslettera i otrzymuj comiesięczną porcję wieści.