Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
Więcej

Szalony klombik Babuni, czyli felieton z ziółkiem

5 grudnia 2018
Autor: Anna Twardowska

Zima to czas gdy natura zapada w sen. W naszych, polskich warunkach, powinna otulić się białą pierzyną i spać aż do marca. Takie zimy bywały całkiem niedawno standardem, lecz teraz bywa różnie…

Tymczasem ja, siedzę sobie w ciepłym salonie i patrzę na las za oknem. Mam szczęście. Gałęzie sosen ciężkie od śniegu, kolejne płatki opadają miękko, z wolna przysłaniając ścieżki, polanki i skalniaki. Kocham ten stan. Daleko od hałasu i zgiełku miasta. W kominku trzaska wesoło ogień, kot pogodzony z psem drzemią beztrosko przy kuchni, a na stole filiżanka z ziółkami Babuni: rumianek, dziurawiec, pokrzywa, kwiat lipy… Ich smak i aromat przywołują wspomnienia, a refleksje snują się same.

Niewielka działka leśna, należąca do mojej rodziny, miała zawsze charakter swobodny. Położona na łagodnym zboczu, atrakcyjna wizualnie lecz niełatwa do pielęgnacji.

Z jej najwyższego punktu, dzieci zjeżdżały na sankach i odbierały pierwsze lekcje narciarstwa udzielane przez dziadka. Latem i jesienią, w małej, piaszczystej kawernie, budowały specjalny ruszt na ognisko, gdzie przy akompaniamencie gitary dawały upust wokalnym umiejętnościom. Rozpięte między drzewami liny do wspinaczki, siatki do gry, drabinki, hamaki, huśtawki i cały arsenał sportowo-rekreacyjny, tworzyły obszar niemal niczym nie ograniczonej swobody. A jednak. Było miejsce chronione niepisanym dekretem Babuni: Klombik przed domem. Ogrodzona kamiennym murkiem przestrzeń na planie kwadratu, przeznaczona dla tak zwanych samosiejek.
Babunia miała naturę poetycką i każdą, nawet najlichszą roślinkę, otaczała wręcz mistyczną estymą. Cokolwiek więc wyrosło na Klombiku, podlegało ścisłej ochronie. Każdy w rodzinie o tym wiedział i starał się przestrzegać zakazu wstępu na Klombik.

Mniej wtajemniczonych gości, dziwiła panika jaką wywołać mogło nieostrożne przekroczenie granicznego murku, bodaj piłka lądująca w owym dzikim gąszczu zwanym Klombikiem.

Ta wyspa przeróżnych roślin, dzikich ziół, kwiatów, kwiatków i kwiatuszków stała się wkrótce naszym wspólnym polem obserwacyjnym. Szczególnie dzieci ciekawiło, co też tam mógł przywiać wiatr, co przypełzło samo a co przywędrowało na kocim ogonie?

Klombik żył własnym życiem i przypuszczam, że wieść o nim rozeszła się na wszystkie okoliczne działki, o czym świadczyło bogactwo spotykanych nań gatunków.

Trwała tam również walka o przetrwanie, jak i naturalna selekcja. To co dominowało w minionym sezonie, mogło być zagłuszone w bieżącym, jak też, nie można było przewidzieć które z gatunków zdobędą przewagę w nadchodzącym.

Do stałych rezydentów tego osobliwego miejsca należała narecznica samcza- paproć o pięknych, ciemnozielonych liściach, szarozielony skrzyp zimowy, widłak goździsty, jedna wiecznie karłowata sosenka i kilka upartych pędów bluszczu pospolitego.

Cyklicznie pojawiał się mniszek lekarski, jaskółcze ziele, dziurawiec i nawłoć pospolita, a tylko czasami, ku uciesze Babuni, cała kolonia niezapominajek. Raz jeden zaczerwieniła się poziomka, borówka brusznica, a może owoc konwalii majowej?

Bywało, że przy sprzyjających warunkach dla którejś z roślin, klombik sprawiał wrażenie monokulturowego, ale był to stan zgoła przejściowy, gdyż stłumione gatunki - wkrótce odbijały ze wzmożoną żywiołowością. Splendoru dodawały mu dzikie trawy, które po deszczu wyglądały jak zielone wodotryski.

Klombik był także azylem dla małych mieszkańców lasu. Koczowały tu ze trzy ropuchy, ślimaki i chrabąszcze, a świerszcze, co sprytniejsze, przenosiły się na zimę do domu.

Być może to jednego z nich słychać do dzisiaj zza komina… Tymczasem za oknem już całkiem ciemno, między sosnami, majaczą światła sąsiadów,a przed domem, śnieżna poducha otula już tylko wspomnienie po utraconym raju.

Źródło: Portal Medycyny Naturalnej

Fot.: CC0 Creative Commons, Pixabay.com

Komentarze:
Przepisz tekst z obrazka:
IURWL
O nas
Redakcja Portalu Medycyny Naturalnej grella.pl
40-022 Katowice, ul. Damrota 6
tel.: (32) 257 15 90
kontakt@grella.pl
Redaktor naczelny: Halina Jurkowska
Znajdz nas
Zapisz się do newslettera i otrzymuj comiesięczną porcję wieści.