Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
Więcej

Zaakceptujmy się

11 października 2018
Autor: Nina Grella

Jedną z najsilniejszych potrzeb psychicznych człowieka jest potrzeba aprobaty. Spragniony uznania malec potrafi kilkanaście razy dziennie odrywać rodziców od pilnych zajęć, by obejrzeli jego wspaniałą babkę z piasku, zamek z klocków czy rysunek. Parę lat później będzie nam z równym przejęciem pokazywał pierwsze dobre stopnie w zeszycie, snuł opowieści o pochwałach ze strony nauczycieli. Ale w miarę upływu lat wyzbywamy się, niestety, owej szczerości i spontaniczności w ujawnianiu swoich pragnień. Zaczynamy udawać, że wcale nam na aprobacie otoczenia nie zależy.

„Jest faktem zastanawiającym – pisze odkrywca stresu Hans Seyle – że spośród wielu wybitnych uczonych, których poznałem w czasie swojej długiej kariery akademickiej, żaden nie przyznał się otwarcie, że publiczne uznanie dla jego osiągnięć (tytuły, medale, nagrody bądź inne zaszczyty) odegrało decydującą rolę w pobudzeniu jego entuzjazmu do pracy. (...) Ja natomiast muszę szczerze przyznać, że pragnienie aprobaty i uznania było jedna z moich głównych sił napędowych przez całe życie”.

Seyle radzi, by odrzucić ową nieszczera pozę człowieka nieczułego na pochlebstwa (choć określenie: pochlebstwo nie uważam w tym przypadku za właściwe) i przyznać się, że jednak zależy nam na przychylności otoczenia. Potrzebuje jej każdy człowiek – zarówno dyrektor dużego przedsiębiorstwa, wybitny muzyk czy architekt, jak i robotnik, ekspedientka oraz rzemieślnik, odnawiający nasze mieszkanie. Aprobata ze strony innych ludzi świadczy przecież o słuszności naszego codziennego postępowania, dowodzi wartości naszej pracy. Dla wielu liczy się ona nawet bardziej niż pieniądze.

Człowiek cieszący się sympatia i przychylnością otoczenia czuje się swobodnie i bezpiecznie, dobrze i aktywnie pracuje. Człowiek nielubiany, niepopularny staje się z czasem ponury, wyobcowany, ogarnia go lęk przed utrata zdobytej pozycji. W efekcie staje się agresywny i wrogi wobec innych Zaczyna wówczas działać zasada błędnego koła: nie lubię siebie, nie lubię innych, oni mnie także nie lubią…

Wyzwolenie się z owego zaklętego kręgu dezaprobaty nie przychodzi łatwo. Zacząć trzeba od zaakceptowania samego siebie. Jak inni mogą mnie zaakceptować skoro nie lubię, nie akceptuję samego siebie?... Może nie jestem tak bezwartościowy, jak mi się wydaje? I tak dalej, i tak dalej.

Kiedy ju zaakceptujemy siebie, rozejrzyjmy się wokoło i pomyślimy o psychicznych potrzebach innych ludzi. Niemal bez przerwy nawołujemy się do wzajemnej życzliwości: „Postępuj wobec innych tak, jak byś chciał, aby inni postępowali wobec ciebie”. „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. „Kochaj bliźniego twego, jak siebie samego”. Czy wreszcie prawda najlapidarniejsza, ale jakże istotna – „życzliwi żyja dłużej... ”.

Któż z nas nie zna tych reguł, przykazań, złotych myśli? A ilu z nas stosuje je na co dzień?

– Gdyby Polacy poświęcali na budowanie własnej pomyślności cały ten czas, który przeznaczają na szkodzenie innym, jakimś kwitnącym krajem byłaby Polska – usłyszałam kiedyś z ust cudzoziemca, mieszkającego od kilku lat w naszym kraju. Jakże smutny wizerunek Polaka wyłania się z tego stwierdzenia. I jak prawdziwy...

Być może sytuację w tej dziedzinie uda się poprawić – jeśli wszyscy zaczniemy zastanawiać się nad swoim postępowaniem. Np. tak, jak uczynił to w jednej ze swoich prac, znakomity polski psychiatra, a jednocześnie wspaniały, życzliwy dla innych człowiek – profesor Antoni Kępiński: „W etiologii chorób psychosomatycznych – zawału serca, choroby wrzodowej, nadciśnieniowej, by wymienić ważniejsze z nich – urazy psychiczne odgrywają niepoślednia rolę. W konsekwencji uraz psychiczny może spowodować większe spustoszenie w ustroju, niż uraz fizyczny. Pisząc te słowa zrobiłem coś w rodzaju rachunku sumienia z jednego tylko dnia, próbowałem zliczyć urazy psychiczne, zadawane swemu najbliższemu otoczeniu – zapomniałem powiedzieć „dzień dobry” portierowi, co mogło ujemnie wpłynąć na jego wrzód żołądka, a w czasie porannego obchodu byłem w złym humorze, co pacjenci zaraz odczuli i niektórzy z nich mogli zinterpretować jako niechęć żywiona do nich; w czasie egzaminu starałem się studentowi wykazać nie tylko jego niski zasób wiadomości, lecz też niezbyt wysoki poziom intelektualny, co mogło go załamać, jeśli już cierpiał na kompleks niższości. Gdyby tak wprowadzić ustawę o karalności urazów psychicznych, dostałbym za ten jeden tylko dzień kilka dni aresztu”.

Nikt z nas z dnia na dzień nie zamieni sięw anioła. Nie o to zresztą chodzi. Gdybyśmy jednak rozpoczęli walkę z ową, przysłowiową już, polską nieżyczliwością, brakiem akceptacji dla sukcesów innych ludzi (sławne polskie piekło), o ile szczęśliwsze byłoby nasze życie.

Wspomniany wyżej Hans Seyle napisał o sobie: „Starałem się – jak mogłem najlepiej – stosować zasady filozofii miłości bliźniego i sprawiło to, że moje życie było szczęśliwe”.

Podobnie jak Hans Seyle, głęboko wierzę w to, że serce, życzliwość okazywana innym ludziom wraca do nas ich życzliwością, czyniąc nasze życie piękniejszym i szczęśliwszym.

Źródło: Portal Medycyny Naturalnej

Fot.: CC0 Creative Commons, Pixabay.com

Komentarze:
Przepisz tekst z obrazka:
XJBNF
O nas
Redakcja Portalu Medycyny Naturalnej grella.pl
40-022 Katowice, ul. Damrota 6
tel.: (32) 257 15 90
kontakt@grella.pl
Redaktor naczelny: Aldona Minorczyk-Cichy
Znajdz nas
Zapisz się do newslettera i otrzymuj comiesięczną porcję wieści.