Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
Więcej

Nina Grella: zazdrość i medycyna

6 października 2018
Autor: Nina Grella

Zdarzyło się to przed kilkunastu laty, w czasie jednej z pierwszych uzdrowicielskich wizyt w naszym kraju sławnego Clive’a Harrisa. Zajmowałam się wówczas popularyzacją medycyny oficjalnej i jak najbardziej konwencjonalnej, a do tego wszystkiego, co określa się mianem lecznictwa naturalnego, niekonwencjonalnego czy alternatywnego, podchodziłam z całkowitym brakiem zaufania.

Dziś uważam, że medycyna jest jedna, a dzielić ją można co najwyżej na skuteczną i nieskuteczną, ale to zupełnie inna kwestia. Wówczas jednak, przed zmarnowaniem, jak sądziłam, niedzieli (spotkania z Clivem ciągnęły się godzinami, zjeżdżały na nie bowiem nieprzebrane tłumy) postanowiłam zasięgnąć rady znanego i powszechnie szanowanego profesora Śląskiej Akademii Medycznej. Poddał mój pomysł druzgocącej krytyce.

– Po co tam pani będzie jechać? Chyba tylko po to, aby uświadomić ludziom absurdalność wiary w jakiegoś uzdrowiciela, bo z pewnością w możliwość uzdrowienia przez dotyk pani nie wierzy!

Przyznałam mu rację, uznając, że jedyny w tygodniu wolny dzień (były to czasy pracujących sobót) lepiej spędzić na wypoczynku.

W końcu jednak zwyciężyła ciekawość i w niedzielny ranek znalazłam się w parafialnej salce, gdzie na spotkanie z Clivem oczekiwała grupa kilkunastu osób, mających dostąpić uzdrawiającego dotknięcia indywidualnie, przed imprezą masową.

Jakież było moje zdumienie, gdy w ich gronie dostrzegłam mojego znakomitego rozmówcę, racjonalistycznego wroga medycyny niekonwencjonalnej.

– Przyjechałem tu w celach poznawczych – pospieszył z wyjaśnieniem, rumieniąc się.

– Ja też – odrzekłam zgodnie z prawdą i więcej nie rozmawialiśmy.

Ten incydent nie był odosobniony. Później, wraz ze wzrostem mody na lecznictwo alternatywne, spotykałam wielokrotnie luminarzy oficjalnej medycyny u popularnych bioterapeutów czy magnetyzerów. Na ogół udawaliśmy, że się nie znamy...

O problemie tym pisze bardzo gorzko, we wstępie do wspaniałej książki Ojca Czesława Andrzeja Klimuszki „Wróćmy do ziół” dr farm. Edward Wawrzyniak: „Pacjentami Ojca Klimuszki – i to bardzo wdzięcznymi i zadowolonymi z Jego pomocy – byli między innymi wybitni profesorowie akademii medycznych, ludzie na bardzo wysokich stanowiskach i w końcu – co jest godne szczególnego podkreślenia – wielka liczba samych lekarzy.

Niestety, trzeba tu z goryczą wspomnieć, że Polska nauka nie doceniła talentu i ogromnej wiedzy O. Andrzeja Czesława Klimuszki, a naukowcy – i to nawet ci, którzy korzystali z Jego pomocy i byli tą pomocą zachwyceni – nie mieli odwagi, aby to głośno powiedzieć i nie pofatygowali się nawet, aby bliżej zanalizować i zbadać podłoże sukcesów i drogę naukową tego fenomenalnego Człowieka”.

No cóż, na własny użytek miewa się czasem poglądy diametralnie różne od głoszonych oficjalnie. Ale w tym przypadku przyczyną owej negującej postawy pozostaje chyba coś znacznie bardziej prozaicznego i niestety powszechnego – zazdrość.

Felieton pochodzi z książki pt. Małe cuda codzienności.

Źródło: Portal Medycyny Naturalnej

Fot.: CC0 Creative Commons, Pixabay.com

Komentarze:
Przepisz tekst z obrazka:
HBPUO
O nas
Redakcja Portalu Medycyny Naturalnej grella.pl
40-022 Katowice, ul. Damrota 6
tel.: (32) 257 15 90
kontakt@grella.pl
Redaktor naczelny: Aldona Minorczyk-Cichy
Znajdz nas
Zapisz się do newslettera i otrzymuj comiesięczną porcję wieści.